praca

Przeglądasz archiwum kategorii 'praca'.

Testy w agencji wypadły znakomicie. Zajmująca się moją aplikacją Zoe z uśmiechem na ustach dodała mi otuchy słowami – ‘Dwa, trzy dni i pracodawca znajdzie się z pewnością’. Czwartkowe popołudnie upływało pod znakiem nudy zakrapianej drobnym deszczem stukającym delikatnie o szyby mojego mieszkania. Telefon poderwał mnie z fotela, w słuchawce Zoe – ‘Wojczech, w Microsoft potrzebują ludzi z niemieckim do telefonicznej obsługi klienta, jutro spotkanie…’. Westchnąłem z ulgą.

Siedziba Microsoft w Reading mieści się w nowoczesnym budynku na obrzeżach miasta. Udając się na spotkanie, założyłem sobie kilkanaście scenariuszy jak rozmowa mogłaby wyglądać. Raz po raz ruszałem szybko żuchwami – nie chciałem bowiem aby mój niemiecki brzmiał angielsko - a angielski nader polsko.

Holem na piętro, do wyznaczonego pokoju, podanie rąk, zasiadłem na krześle – wywiad się rozpoczął. Pytania, kilka formularzy, rozmowa w języku niemieckim, chciałem mieć już to za sobą. Richard, mężczyzna przeprowadzający wywiad wydawał się jednak być nieugiętym, drążąc kolejne epizody mojego zawodowego życia. Póki co, wszystko wedle scenariusza, aż do czasu kiedy zadano mi pytanie – nazwane – ostatnim ‘Wojczek (ten brzmiał inaczej) co byś zrobił, gdybyś znalazł się na pustyni będąc głodnym, spragnionym, bez broni i mapy – a naprzeciw ciebie stanął nagle lew?’ Pytanie jak z koszmaru? Nie, wcale nie! Momentalnie w oczach stanął mi obraz świętego Hieronima, usuwajacego cierń ze stopy lwa, który zaprzyjaźnił się potem na dobre z pustelnikiem jako wyraz wdzięczności za ulżenie w cierpieniu. Odrzekłem więc ‘Zapewne sprawdziłbym czy wszystko z nim OK!’.

To pytanie, postawiła mi kilka miesięcy wcześniej pewna studentka z Białegostoku – wtedy zupełnie naturalnie podyskutowaliśmy jak każde z nas mogłoby się zachować w takiej sytuacji. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie powtórzenie pytania przez człowieka przeprowadzającego wywiad o pracę, nie sposób było przewidzieć, że ktoś w obcym państwie, w obcej kulturze zapyta dokładnie o to samo.

Opuściłem siedzibę firmy ze spuszczoną głową. Jakże wytłumaczyć powierzchowną rozmową całego siebie – poczucie wiary, obowiązku, odpowiedzialności – zaufania do Boga. Kultura brytyjska, tak bardzo bowiem stara się uciec od idei Istoty Wyższej, rozbijając wiarę człowieka teoriami ewolucji, darmowych zup wszechświata, klonowania i mrożenia zapłodnionych komórek. Jak odpowiedzieć na takie czy podobne pytanie i pozostać zarazem sobą? Wiedziałem, że mój czas na Wyspach dobiegał już końca. Nie chciałem tak naprawdę tej pracy, nie chciałem sukcesu bez św. Hieronima czy św. Franciszka – i cieszę się niezmiernie do dziś, miło wspominając tamtą chwilę, kiedy Hieronim nadszedł ze swoim przyjacielem lwem i podpowiedział najprostszą odpowiedź.