myśl

Przeglądasz archiwum kategorii 'myśl'.

Poczucie przynależności

W Australii pożary. Zaledwie niewiele ponad sto kilometrow od naszego domu, szaleje ogień, ludzie tracą życie i domy. Już potwierdzono śmierć blisko dwustu osób!

Tragedia tych ludzi przeraża, także bliskość tych wydarzeń. Ale… no właśnie jakoś inaczej przeżywam niż powódź w 1997 w Polsce. Inne było poczucie solidarności i wspólnoty w powodzianami niż teraz. Mój mąż powiedział, że podobnie reaguje na te pożary jak np. na powódź w Bangladeszu i czy innym odległym kraju. W pierwszej chwili się oburzyłam, bo przecież to tuż obok nas, lecz coś w tym jest. Ofiary są dla nas kompletnie anonimowe, nie czujemy z nimi związku tak, jak to ma miejsce, gdy naszym rodakom zagraża niebezpieczeństwo. Już chyba bardziej byłam przejęta, gdy czytałam i oglądałam relacje, gdy w Polsce szalały wichury - porywały dachy domów, przygniatały ludzi słupami elektycznymi czy drzewami. Po tym też się poznaje, że Australia to miejsce, którym mieszkam, a środku wciąż jest Polska. Czuję się związana z kilkoma miejscami, z domem, z ludźmi przede wszytkim - przyjaciółmi, znajomymi, ale Australijczycy to wciąż są i pewnie zawsze będą jako ONI. Tak naprawdę społeczeństwo wielokulturowe, wielenarodowościowe to mit - człowiek może identyfikować się z jednym narodem albo z żadnym. I w takich momentach widać, co w środku w człowieku siedzi, porażary tak blisko, ale daleko.

Za wszystkie ofiary - Requiem aeternam dona eis, Domine, et lux perpetua luceat eis. Requiescant in pace. Amen.

Bóg nie zapyta cię jak duży miałeś dom.
On spyta cie ilu ludziom dałeś w nim schronienie.

Bóg nie zapyta cie jakiej marki miałeś samochód.
On spyta cię ile osób nim podwiozłeś gdy byli w potrzebie.

Bóg nie zapyta cię jak eleganckie nosiłeś ubrania.
On spyta cię ilu potrzebujących przyodziałeś.

Bóg nie zapyta cię jakie miałeś wykształcenie.
On spyta cię jak mądrym byłeś człowiekiem.

Bóg nie zapyta cie jak wysokie miałeś dochody.
On spyta się czy zarabiałes uczciwie.

Bóg nie zapyta cię do jakiej klasy społecznej należałeś.
On spyta się jaką klasę sobą reprezentowałeś.

Bóg nie zapyta cię ile dóbr materialnych posiadałeś.
On spyta się co było w twym życiu dobrem najważniejszym.

Bóg nie zapyta cię jak wysokie zajmowałeś stanowiska
On spyta się jak nisko pochylałeś się nad cudzą niedolą.

Bóg nie zapyta cię ilu miałeś przyjaciół.
On spyta cię dla ilu ludzi byłeś przyjacielem.

Bóg nie zapyta cię czy byłeś szczęśliwy.
On spyta cię kogo uszczęśliwiłeś.

Słomiany zapał…?

Coś rzadko tu zaglądam, szczególnie do sekcji dla administratorów. Nie dlatego, żeby była przerwa w myśleniu ;) Jednak czas goni i ciągle jest coś ważniejszego.  A tymczasem minęło sporo tygodni. Kolejne Święta Bożego Narodzenia minęły, oby tylko w narodzony sercach Chrystus tam pozostał w tym Nowym Roku.

Nowy Rok - wielkie nadzieja, marzenia, plany… Co się uda zrealizować? Czy wystarczy zapału i chęci, odwagi w działaniu. Nowy Rok - czysta kartka i mnóstwo pytań jki będzie, ale też czas na zerknięcie wstecz. Ale podsumowania i ocena to już nie w internecie. Na to miejsce jest w ciszy własnego pokoju, w sercu.

A potem czas zacząć zapisywać nowy brulion życia. Mój pierwszy rozdział jest wakacyjny - już zakończony niestety. Pogoda przepiękna, blisko przyrody, ocean, rzeki, jeziora, góry, jaskinia, wędrówki piesze, autem, w kajaku.

ocean

A tu obrazek z jaskini. Jako że dziś święto Trzech Króli to Święta Rodzina i królowie zmierzający do szopki :)

Święta Rodzina - Royal Cave, Buchan

Dziwny prezent

“Życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W koncu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka.  I próbuje się na nie zasłużyć. Ja,który mam sto lat, dobrze wiem, o czym mówię. Im bardziej się człowiek starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie. Musi być wyrafinowany, stać się po trosze artystą. Byle kretyn może cieszyć się życiem w wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.”

Oskar i Pani Róża

Świętych obcowanie

Świt, poranek, południe, popołudnie, wieczór, noc.

Narodziny, dzieciństwo, młodość, wiek dorosły, starość i… No właśnie - dla niektórych koniec, śmierć. Na szczęście ja wiem, że jest inaczej! Śmierć - narodziny do życia, do wiecznego życia.

Gdy odchodzą nasi bliscy nie potrafimy często patrzeć oczami wiary. Łatwo się mądrzyć i radzić, gdy śmierć bezpośrednio mnie nie dotyczy, ale kiedy tracimy osobę, którą kochamy, łez i bólu nie da się długo uciszyć. Ale czas płynie, łagodzi, tuli. I pewniego dnia jesteśmy w stanie patrzeć z innej perspektywy - Bożej. Modlimy się, ofiarowujemy Msze Swięte z ufnością w Boże Miłosierdzie.

Jakże często niemalże namacalnie odczuwamy obecność i wsparcie naszych bliskich, którzy już są po drugiej stronie. Świętych obcowanie. Czy wierzę? Czy wierzę, ale i czy korzystam z pomocy tych, którzy odeszli i wstawiają się za nami u Boga.

Świętych obcowanie. Współistnienie i przenikanie się dwóch wymiarów ziemskiego teraz i teraz wiecznego.

Wszyscy Święci wstawiajcie się za nami i uproście, byśmy do Was dołaczyli. Amen.

Czasem tak jest, że różne sprawy i problemy się tłoczą, a optymizm chowa pod siebie ogon i skulony czeka na lepsze czasy. W głowie powstają pytania, podstawowe - jak żyć, czy warto być uczciwym, czemu czasem radość jest z wielkim hukiem przewracana i wdeptywana w ziemię… W dodatku męczy wysoka temperatura i katar. Wówczas tak trudno cieszyć się z tego, co się ma. Oczy przesłaniają czarne okulary. A nadzieja i wdzięczność za kolejny budzący się dzień znika.

Dziś słońce zaczyna wyzierać zza chmur. Pytania pozostały. Czas na nie odpowiedzieć. W głębi swojej duszy.

W zeszłym tygodniu izba niższa parlamentu przegłosowała reformę ustawy o braku ochrony życia nienarodzonych dzieci. Za 2 tygodnie następna bitwa - w tym razem z izbie wyższej.

Respect life

Kiedy jest się małym dzieckiem, poznawanie świata ogranicza się do własnego łóżeczka i bezpiecznych ramion matki, krótko potem świat rozszerza się o tatę, rodzeństwo, dom. Zaczyna się budować poczucie naszej tożsamości, przynależności do rodziny. Później dopiero dochodzi spostrzeżenie, że nasza rodzina jest cześcią znacznie szerszej społeczności. Młody człowiek zaczyna odrywać się od rodziny, choć ona jest wciąż miejscem, gdzie żyje, a jeśli odejdzie, to zawsze może wrócić, wie, że tam jest kochany. Ale uczy się żyć niezależnie. Tylko czy niezależnie oznacza w oderwaniu od wszystkiego - tworzenie całkiem nowego swojego małego światka? Dla niektorych może tak, lecz większość ludzi zadaje sobię pytania - kim jestem? skąd jestem? A jeśli nie, to i tak czyhają one w schowane głęboko w głowach i prędzej czy później się pojawią, nawet gdy staramy się je wyprzeć w naszych myśli.

Poczucie własnej wartości, tożsamości bazuje na odpowiedziach na te podstawowe pytania - kim jestem, skąd pochodzę, co ukształtowało mnie, moich rodziców. W niektórych sytuacjach życiowych są one szczególnie silne - myślę głównie o ludziach żyjących na emigracji, ale dotyczny to także choćby osób adoptowanych.

Będąc emigrantem nie da się uciec od swego pochodzenia. Najlepiej zaakceptować ten fakt i poznać swoje obie ojczyzny jak najlepiej, by czerpać z obu dziedzictw. Wyparcie polskiej tożsamości nie tylko nie pomoże w codziennym życiu, ale też bedzie determinować nasze zachowanie - choćby krytykę dla samej tylko zasady kraju, w którym wyrośliśmy czy sprawi, że bedziemy się czuli jakby w zawieszeniu, już nie Polak, ale i nie Australijczyk, Niemiec, Anglik, Irlandczyk…

Bezpaństwowiec, który szuka potwierdzenia, że odrzucając poczucie polskości, zrobił dobrze.

Prawo do życia

W Victorii w Australii trwa debata o reformie prawa aborcyjnego. Obecnie aborcja jest w zasadzie legalna, wystarczy że otrzyma się opinie polecające od dwóch lekarzy. Zabijanie dzieci finansowane jest z naszych podatków. Propozycja zmian w obowiązującym prawie została zgłoszona przez Maxine Morand, minister d/s Wczesnego Rozwoju Dziecka (Early Childhood Development) - brzmi jak kiepski żart.

Oto kilka najważniejszych punktów:

  • dziecko będzie mogło być zabite na życzenie, bez żadnych restrykcji (nawet opnii lekarzy, jak to jest teraz) do 24 tygodnia ciąży - dzięki zaawansowanej technice, dziś już 22-tygodniowe dziecko może przeżyć poza organizmem matki; dochodzić będzie do paradoksalnych sytuacji, gdy w tym samym szpitalu w tym samym czasie będzie trwała walka o życie jednego dziecka, a zaraz obok inne będzie mordowane,
  • po 24 tygodniu wciąż bedzie się można pozbyć dziecka, wystarczą dwie rekomendacje od lekarzy, a takie niestety nietrudno zdobyć - jak widać zmiana ta będzie prowadzić do legalizacji aborcji aż do końca ciąży!
  • powyższe 2 punkty dotyczą nie tylko “zabiegów”, ale też pozwalają pielęgniarkom i farmaceutom na podanie lekartwa wywołującego sztuczne poronienie,
  • lekarze, którzy są przeciwni aborcji (dotyczy także tych pracujących w katolickich szpitalach), bedą musieli w razie prośby o aborcje, skontaktować kobietę z lekarzem, który rekomendację wystawi, a także obliguje lekarzy i pielęgniarki do uczestnictwa w “zabiegu”, jeśli sytuacja tego wymaga.

Proponowanym zmianom towarzyszy jeszcze jedna sprawa, która ukazuje pełnię ironii tej sytuacji - becikowe należy się kobiecie, która urodziła dziecko po 20 tygodniu ciąży, niezależnie czy dziecko było żywe czy martwe, także w zgodzie z prawem kobieta będzie mogła zabić swoje dziecko i jeszcze otrzymać z tego tytułu pieniądze (teraz jest to 4 lub 5 tysięcy dolarów).

Debata w parlamencie rozpoczęła się przedwczoraj. Wcześniej wysłaliśmy swój protest i prośbę by głosowali na “nie” do naszych lokalnych reprezentantów. Teraz pozostała tylko modlitwa.

Nie dawno byłam obserwatorem ostrej dyskusji - na szczęście wirtualnej, choć jak się potem okazało była ona zapoczątkowana w realu, na temat jak to Polska i Polacy ”są uosobieniem polskiej glupoty i parafialności (cokolwiek miałoby to znaczyć), zanieczyszczają Australię szowinistycznymi pierdnięciami (?? to cytat…), podniecają się historią, a nie umieją odnaleźć się w rzeczywistości, czekają aż dostaną wszystko na gotowe, narzekają, są zawistni, uważają, że są lepsi podczas, gdy są dnem, ojczyzna to tzw. polskie błotko i jeśli słowo Polska coś dla ciebie znaczy, to taplaj się tam, a nie przywoź błota do AU, powinno się ich zamknąc sie z modlitewnikiem i całą kolekcją pisarstwa Konopnickiej i Sienkiewicza i zakazać emigracji (emigrować mogą tylko ci światli)”, a także jak ludzie w Australii (Polonia lub tubylcy) są “przygłupami, debijami, leniami, tępi, ograniczeni, awanturnikami, nieukami, uśmiechnięci na zewnątrz, a w środku knują, chcą się tylko bawić, puści, płytcy, łatwo nimi manipulować, zapatrzeni w AU jakby byli pępkiem świata, kiedy są zadupiem, większość nie wystawiła nosa poza granice, a myślą jakby wszystko wiedzieli, natomiast Polonia to zdrajcy, wywyższający się ponad innych, a w kraju nie przeżyliby choćby tygodnia, myślą, że Pana Boga za nogi złapali, mają patriotyzm na ustach, a zadźgaliby cię za pierwszym rogiem”.

Skąd to się bierze… Pierwsza odpowiedź, jaka się nasuwa, to przelewanie swoich niepowodzeń w życiu emigracyjnym albo wcześniejszym w Polsce. Ludzie wylewają swoje osobiste frustracje, może żal, że wyjechali, atakując i szukając usprawiedliwienia i potwierdzenia swoich decyzji. Sposób w jaki odreagowują swoje decyzje jest żenujący i szkodliwy, bo w tak budujemy nietylko swój wizerunek (wiecznie jęczącego nieudacznika lub szydercy), ale i obraz Polski w oczach cudzoziemców.

Tak tworzą się stereotypy, że Polak Polakowi wilkiem, podczas, gdy inne narody potrafia się zorganizować, pomagac i wspierać na obczyźnie. Ale czy tak rzeczywiście jest? Za każdym razem, gdy myslę o tych problemach, dochodzę do wniosku, że i tak wszystko zależy od konkretnych ludzi i generalizowanie jest albo krzywdzące albo tworzące nieprawdziwy ideał. Znam wiele osób, które denerwują takie stwierdzenia i których zachowanie i inicjatywy takiemu obrazowi Polaków i Polonii przeczą. Choćby nasi przyjaciele zaangażowani w tworzenie portalu Melbourne.PL, czy inni tworzący polskie szkoły, zespoły, działający przy polskich parafiach, muzycy, pisarze. A ci także mniej widoczni pomagający bezinteresownie i całkiem prywatnie nowym przyjeżdżającym dobrą radą, a często i konkretną pomocą w odebraniu z lotniska czy przyjęciu na pierwsze dni/tygodnie do swojego domu, pomocy z zorientowaniu co i gdzie trzeba załatwić.

Szkoda gadać! Tylko czasem przykro, że są ludzie, którzy muszą podbudowywać poczucie swojej wartości kosztem własnego narodu i ojczyzny albo kosztem kraju, ktory ich przyjął i z którego większość z nich nie zamierza się wyprowadzać (więc chyba im nie jest źle…) i jednocześnie ci, dla których wstydem i karą jest, że pochodzą z Polski, często kontaktów wśród Polonii szukają, czemu? Nie wiem, może czują, że są znikąd, bo ani to Polacy ani Australijczycy, a człowiek potrzebuje korzeni, potrzebuje wiedzieć kim jest i chce być z tego dumny - ale to już temat na kolejny wpis.

Codzienność?

Idea witryny ‘codzienność’ to autorski pomysł Wiki. Nie ukrywam, iż początkowo wydawała się być ideą odległą, niezrozumiałą, ale z biegiem czasu i kolejnych kliknięć na gg, zauważyłem, iż niezwykłą szkodą mogłoby być pozostawienie niektórych jej przemyśleń bez opublikowania ich w odpowiednim miejscu. Cały ten pomysł sprawił, iż ja sam coraz to intensywniej zacząłem się zastanawiać nad tym – a co tak właściwie oznacza to słowo ‘codzienność’, co taka strona może przekazać potencjalnemu czytelnikowi, a co może oddać jej autorowi? Kiedy Wiktoria zaprosiła mnie do uczestnictwa we współkreowaniu strony – to pytanie o codzienność stało się jeszcze bardziej złożonym – tym razem bowiem zaczęło dotyczyć bezpośrednio mnie samego.

A więc. Codzienność – nie mogę silić się na interpretację całego pomysłu takiej strony, jako że byłoby to iście niestosowne, a jednak ‘codzienność’ jest wpisana w moje wnętrze i powoduje potrzebę wyrażenia się.

Codzienność – dla mnie – człowieka wychowanego w tradycji katolickiej, żyjącemu przez wiele lat poza granicami Polski – oznacza drogę - naszą podróż przez niepoznane lecz dające się poznać do cakowicie NIEZNANEGO, nie dającego się ogarnąć rozumem, kalkulacją czy najbardziej nawet zaawansowaną formułą matematyczną. Stąd też pojawia się strach – strach przed podróżą w nieznane, drogą wyboistą, ciemną i niebezpieczną. To jak w ciemnej dolinie – lecz zła się nie lękam… lecz brnę przed siebie.

Nie biorę się na teksty o łatwym życiu, prosperowaniu w społecznościach z ukształtowanymi systemami wartości a zarządzanych przez ‘niewidzialną rękę rynku’. Nie wstydzę się nazwać człowiekiem samotnym poszukującym szczęścia zamiast ‘singlem’ bez skazy. Nie obawiam się wyrazić swojej opinii na TAK lub NIE, dlatego tak bardzo chwyciła mnie idea ‘codzienności’, która pozwala odnaleźć siebie przy założeniu, że często można w tej codzienności się pogubić.

Codzienność jest światełkiem, przyjaźnią oraz trwaniem. Codzienność jest każdym dniem jaki nadejdzie i jakiego już nie ma. To jest właśnie codzienność.

Być filozofem dzisiaj

Tekst napisany przeze mnie juz ponad 7 lat temu.

Filozof - jakże dzisiaj to słowo jest nacechowane kpiną. Filozofujesz znaczy marnujesz czas sobie i nam, wymyślając bezsensowne problemy, jakby i tak ich było za mało. Nie mądrzyj się! Trzeba popatrzeć na rzeczywistość i działać. Jak? Dlaczego? Nieważne! Działaj, działaj!

Stop.

Coś się chyba poprzestawiało w naszym rozumieniu słów. Być filozofem - umiłować Prawdę, poznawać sens naszego istnienia. Ale przecież Prawda jest dzisiaj taka niewygodna: stawia nam dodatkowe wymagania, podczas gdy jesteśmy zagonieni, zapracowani, nie mamy czasu, by jeszcze zajmować się szukaniem czegoś, czego nie ma. Każdy ma dzisiaj własną prawdę. Lecz w zgiełku, który mnie otacza i który współtworzę, czasami udaje mi się zauważyć, że to coś nie tak. Chrystus powiedział: Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Więc Prawda istnieje. Dlaczego jednak mam się nią przejmować i jeszcze dociekać, jaka jest. Co się stanie, gdy jej poznanie będzie burzyło mój świat, tak pracowicie przeze mnie ułożony? Poznawszy Prawdę, będzie drażniło mnie to, że się jej zaprzecza, a ja jestem tylko jednym nic nie znaczącym człowiekiem, który nie potrafi zmienić otaczającej rzeczywistości. Jaki jest sens się denerwować, czy mało mam stresów? Czy warto?

Tak, jeśli nie chcesz być popychadłem, któremu można wszystko wmówić.

Tak, jeśli chcesz świadomie przeżyć swoje życie.

Tak, jeśli chcesz być mądry.

Bóg obdarował nas rozumem, więc mamy obowiązek go wykorzystywać. Trzeba nam być mędrcami, głupców jest zawsze aż zanadto.

A jak zostać filozofem - człowiekiem miłującym Prawdę i Mądrość?

Odpowiedź jest bardzo krótka i prosta: szukać, poznać i żyć.

Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by zdobywać wszystko jak najmniejszym kosztem. Lecz, jeśli chcemy dojść do Prawdy, musimy włożyć swój wysiłek w jej szukanie, bo nie jest to zadanie łatwe, kiedy zewsząd cisną się często sprzeczne zapewnienia: tu jest prawda, tu, tu, tu? Należy być bardzo ostrożnym, gdy każdy chce sprzedać swoją prawdę jako tą jedyną. Trzeba stawiać pytania jasne i proste i takich szukać odpowiedzi. Kim jestem? Po co żyję? Skąd się wziąłem na świecie? To pytania najistotniejsze, choć zagubione przez ciągle spieszących się ludzi. Szukać znaczy pytać i nigdy nie zadowalać się namiastkami.

Gdy znajdziemy odpowiedź, musimy ją poznać i zrozumieć. Co to znaczy? Jakie są tego konsekwencje? Filozof to mędrzec, który racjonalnie wyjaśnia wszelkie problemy, więc rozumne poznanie jest dla niego najważniejsze, nie wierzy przypuszczeniom.

I tu można by się zatrzymać w rozważaniach na temat roli filozofa i niestety wielu tak robi, ale dzisiaj samo poznanie Prawdy nie wystarczy: trzeba nią żyć i przekazywać ją innym, którzy nie chcą, może już nie potrafią sobie zadać trudu jej poszukiwania. Żyć w Prawdzie to dopiero wyzwanie dla filozofa! Wymaga ono wielkiej odwagi i determinacji, by nie iść drogą wygodnictwa.

Dzisiaj lansuje się model życia tak odbiegający od Prawdy. A przecież, gdy poznam Prawdę, nie wolno mi płynąć z prądem, tylko dlatego że tak robią wszyscy. Poznanie niesie za sobą odpowiedzialność. Człowiek zasługujący na miano filozofa będzie niósł Prawdę do wszystkich dziedzin życia: polityki, ekonomii, masmediów, kultury, pracy, rodziny, wbrew sprzeciwom tych, dla których jest to niewygodne, bo gdy zna się Prawdę i jednocześnie chce się żyć z sobą w zgodzie, nie można jej ignorować.

Czy chcę być filozofem?

Tak, choć odpowiadam z pewną obawą, czy dam radę sprostać temu zadaniu. Jestem chrześcijaninem i nie wolno mi odpowiedzieć inaczej. Chcę poznać prawdę i nieść ją do swojego środowiska. Wiem, że od tej chwili będę “znakiem sprzeciwu”. Świat bardzo potrzebuje filozofów, więc, jeśli nie chcę tylko wegetować, ale żyć zostanę filozofem i będę wprowadzać Prawdę tam, gdzie zakłamanie, sens tam, gdzie go nie widać, pewność, gdzie jej brak.

Początek

Od jakiegoś czasu krążyła mi po głowie myśl, by znowu zacząć pisać. Wiele lat temu prowadziłam zapiski i do tej pory fantastycznie jest do nich wrócić i przeczytać na nieco pożółkłych kartkach, jak przeżywało się pewne sprawy 15-10-6 lat temu. Później prowadziłam stronę internetową - głównie zbiór tekstów z innych serwisów, które mnie zainteresowały, ale też trochę własnej pisaniny, choć często sens strony sprowadzał się do tego, by znajomi rozrzuceni po różnych częściach globu, mogli zerknąć, co się u mnie dzieje.

Strona codzienność.com dopiero powstaje, więc siłą rzeczy trudno, by było tu dużo postów, dlatego znajdą się tutaj, szczególnie na początku, także teksty, które napisałam lub znalazłam jakiś czas temu.

To, co będzie wyróżniać ten serwis od moich wcześniejszych zapisków, to więcej “dlaczego”, a nie “co” oraz obserwacji i ocen. Czymś nowym jest też to, że zaproszędo współtworzenia strony również inne osoby - na razie jest to jeden kolega o ksywce Unkas.

Zapraszam!