W Victorii w Australii trwa debata o reformie prawa aborcyjnego. Obecnie aborcja jest w zasadzie legalna, wystarczy że otrzyma się opinie polecające od dwóch lekarzy. Zabijanie dzieci finansowane jest z naszych podatków. Propozycja zmian w obowiązującym prawie została zgłoszona przez Maxine Morand, minister d/s Wczesnego Rozwoju Dziecka (Early Childhood Development) - brzmi jak kiepski żart.
Oto kilka najważniejszych punktów:
- dziecko będzie mogło być zabite na życzenie, bez żadnych restrykcji (nawet opnii lekarzy, jak to jest teraz) do 24 tygodnia ciąży - dzięki zaawansowanej technice, dziś już 22-tygodniowe dziecko może przeżyć poza organizmem matki; dochodzić będzie do paradoksalnych sytuacji, gdy w tym samym szpitalu w tym samym czasie będzie trwała walka o życie jednego dziecka, a zaraz obok inne będzie mordowane,
- po 24 tygodniu wciąż bedzie się można pozbyć dziecka, wystarczą dwie rekomendacje od lekarzy, a takie niestety nietrudno zdobyć - jak widać zmiana ta będzie prowadzić do legalizacji aborcji aż do końca ciąży!
- powyższe 2 punkty dotyczą nie tylko “zabiegów”, ale też pozwalają pielęgniarkom i farmaceutom na podanie lekartwa wywołującego sztuczne poronienie,
- lekarze, którzy są przeciwni aborcji (dotyczy także tych pracujących w katolickich szpitalach), bedą musieli w razie prośby o aborcje, skontaktować kobietę z lekarzem, który rekomendację wystawi, a także obliguje lekarzy i pielęgniarki do uczestnictwa w “zabiegu”, jeśli sytuacja tego wymaga.
Proponowanym zmianom towarzyszy jeszcze jedna sprawa, która ukazuje pełnię ironii tej sytuacji - becikowe należy się kobiecie, która urodziła dziecko po 20 tygodniu ciąży, niezależnie czy dziecko było żywe czy martwe, także w zgodzie z prawem kobieta będzie mogła zabić swoje dziecko i jeszcze otrzymać z tego tytułu pieniądze (teraz jest to 4 lub 5 tysięcy dolarów).
Debata w parlamencie rozpoczęła się przedwczoraj. Wcześniej wysłaliśmy swój protest i prośbę by głosowali na “nie” do naszych lokalnych reprezentantów. Teraz pozostała tylko modlitwa.