Kiedy jest się małym dzieckiem, poznawanie świata ogranicza się do własnego łóżeczka i bezpiecznych ramion matki, krótko potem świat rozszerza się o tatę, rodzeństwo, dom. Zaczyna się budować poczucie naszej tożsamości, przynależności do rodziny. Później dopiero dochodzi spostrzeżenie, że nasza rodzina jest cześcią znacznie szerszej społeczności. Młody człowiek zaczyna odrywać się od rodziny, choć ona jest wciąż miejscem, gdzie żyje, a jeśli odejdzie, to zawsze może wrócić, wie, że tam jest kochany. Ale uczy się żyć niezależnie. Tylko czy niezależnie oznacza w oderwaniu od wszystkiego - tworzenie całkiem nowego swojego małego światka? Dla niektorych może tak, lecz większość ludzi zadaje sobię pytania - kim jestem? skąd jestem? A jeśli nie, to i tak czyhają one w schowane głęboko w głowach i prędzej czy później się pojawią, nawet gdy staramy się je wyprzeć w naszych myśli.
Poczucie własnej wartości, tożsamości bazuje na odpowiedziach na te podstawowe pytania - kim jestem, skąd pochodzę, co ukształtowało mnie, moich rodziców. W niektórych sytuacjach życiowych są one szczególnie silne - myślę głównie o ludziach żyjących na emigracji, ale dotyczny to także choćby osób adoptowanych.
Będąc emigrantem nie da się uciec od swego pochodzenia. Najlepiej zaakceptować ten fakt i poznać swoje obie ojczyzny jak najlepiej, by czerpać z obu dziedzictw. Wyparcie polskiej tożsamości nie tylko nie pomoże w codziennym życiu, ale też bedzie determinować nasze zachowanie - choćby krytykę dla samej tylko zasady kraju, w którym wyrośliśmy czy sprawi, że bedziemy się czuli jakby w zawieszeniu, już nie Polak, ale i nie Australijczyk, Niemiec, Anglik, Irlandczyk…
Bezpaństwowiec, który szuka potwierdzenia, że odrzucając poczucie polskości, zrobił dobrze.



