opowiadanie

Przeglądasz wpisy oznaczony następującym tagami: opowiadanie.

Msza Święta to baśń

Ale baśń jedyna i wyjątkowa, która pozwala nam wziąć udział w rzeczywistej akcji. Z naszych domów, z pracy, z banalnych spraw wypełniających nam życie trafiamy do Bożego Domu. Jest On inny, niż inne domy, bo i Mieszkaniec jest wyjątkowy. Przychodzimy do Króla, więc nasze zachowanie musi być szczególne. Nasze gesty mają wyrazić największą cześć i szacunek, dlatego padamy na kolana, albo głęboko pochylamy głowę, gdy brzmi Jego imię. Ten Dom jest przedsionkiem innego Świata, do którego wytrwale zdążamy przez całe ziemskie życie. Stąd wyrażające się architekturą piękno i potęga. Inne niż zwykle światło, sączące się do wnętrza przez witraże okien. Inny niż zwykle zapach kadzideł. Inna niż zwykle mowa modlitw i pieśni. Każdym zmysłem czujemy, że oddaliliśmy się od rzeczywistości, z którą zmagamy się na co dzień.

Rozpoczyna się Opowieść, którą przenosi nas w czasie i przestrzeni. Stojąc między Apostołami spoglądamy na naszego Pana, który unosi się coraz wyżej powracając do Ojca. Do nas też kierowane są słowa aniołów: - Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba. - Mija chwila i widzimy Pana na krzyżu, kiedy składa za nas Ofiarę z samego siebie. Tym razem jednak bezkrwawą, dając Siebie pod postacią Chleba i Wina.

Gdy minie oszołomienie po kolejnej łacińskiej pieśni jesteśmy już w Wieczerniku. Do każdego z nas podchodzi Chrystus i wkłada do ust kawałek Chleba, w którym ukrył Siebie. - Corpus Domini nostri Jesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam. Amen.

To uczucie zna każdy, kto kiedyś odbierał bliską osobę z hali przylotów na lotnisku. Najpierw patrzy się niecierpliwie na tablicę informacyjną. Zmieniają się na niej numery lotów, aż wreszcie przy pozycji, na którą czekamy, pojawia się dopisek: WYLĄDOWAŁ. Wtedy człowiek ustawia się przy drzwiach, przez które widać ludzi stojących w kolejce do kontroli paszportowej. W którejś chwili bliska osoba pojawia się w tłumie, czasem nawet zamacha do nas, a potem znowu jej nie widać. Prawdziwa radość przychodzi wtedy, gdy wyjdzie wreszcie przez ostatnią bramkę i można do niej podbiec i uściskać.

Takim samym spotkaniem jest Msza św. Ewangelia jest przypomnieniem słów Tego, na Którego czekamy. Kapłan rozwija Jej myśli w swoim kazaniu, potem radośnie śpiewamy Credo. Znak, że samolot wylądował to dzwonki przed Sanctus. Rozpoczyna się pełne nadziei wyczekiwanie. W myślach już witamy się z Chrystusem, kiedy słychać kolejny dzwonek, a tuż po nim - następny. Wtedy z daleka widać przez chwilę Jego - uniesionego wysoko w dłoniach kapłana, aby każdy mógł powiedzieć cicho: Pan mój i Bóg mój. Mijają dalsze minuty modlitwy, najpierw wewnętrznej, a potem wypowiadanej na głos. Wreszcie widzimy Go tuż przed ostatnimi drzwiami z przydymionego szkła. Ecce Agnus Dei, ecce qui tollis peccata mundi. Wtedy przychodzi kulminacja naszego spotkania z Chrystusem, Którego poprzedza złoty blask kielicha niesionego nad naszymi twarzami. Jesteśmy razem.