Zastanawiałam się, gdzie w małżeństwie jest granica między moje, twoje a nasze. Dwoje a jedność, ale jedność, lecz dwoje.
Kiedyś usłyszałam dowcip:
Mąż przerzuca w szafie rzeczy i coś burczy w złości pod nosem:
- Gdzie są moje… moje…
Przechodząca obok żona usłyszała strzępki słow i trochę zawiedziona mówi:
- Tyle lat po ślubie, a ty wciąż moje i moje, nie ma moje, jest nasze.
- No dobra - gdzie są NASZE kalesony?
Bardzo mnie to rozbawiło :) Przy śniadaniu zapytałam męża, gdzie według niego przebiega granica. Oto, czego się dowiedziałam - jest ona umowna i zależy od sytuacji.
No to teraz już wiem! Jak trzeba ubrać kalesony, to są jego, ale jak je znaleźć to nasze. Takie proste.



