Nie dawno byłam obserwatorem ostrej dyskusji - na szczęście wirtualnej, choć jak się potem okazało była ona zapoczątkowana w realu, na temat jak to Polska i Polacy ”są uosobieniem polskiej glupoty i parafialności (cokolwiek miałoby to znaczyć), zanieczyszczają Australię szowinistycznymi pierdnięciami (?? to cytat…), podniecają się historią, a nie umieją odnaleźć się w rzeczywistości, czekają aż dostaną wszystko na gotowe, narzekają, są zawistni, uważają, że są lepsi podczas, gdy są dnem, ojczyzna to tzw. polskie błotko i jeśli słowo Polska coś dla ciebie znaczy, to taplaj się tam, a nie przywoź błota do AU, powinno się ich zamknąc sie z modlitewnikiem i całą kolekcją pisarstwa Konopnickiej i Sienkiewicza i zakazać emigracji (emigrować mogą tylko ci światli)”, a także jak ludzie w Australii (Polonia lub tubylcy) są “przygłupami, debijami, leniami, tępi, ograniczeni, awanturnikami, nieukami, uśmiechnięci na zewnątrz, a w środku knują, chcą się tylko bawić, puści, płytcy, łatwo nimi manipulować, zapatrzeni w AU jakby byli pępkiem świata, kiedy są zadupiem, większość nie wystawiła nosa poza granice, a myślą jakby wszystko wiedzieli, natomiast Polonia to zdrajcy, wywyższający się ponad innych, a w kraju nie przeżyliby choćby tygodnia, myślą, że Pana Boga za nogi złapali, mają patriotyzm na ustach, a zadźgaliby cię za pierwszym rogiem”.
Skąd to się bierze… Pierwsza odpowiedź, jaka się nasuwa, to przelewanie swoich niepowodzeń w życiu emigracyjnym albo wcześniejszym w Polsce. Ludzie wylewają swoje osobiste frustracje, może żal, że wyjechali, atakując i szukając usprawiedliwienia i potwierdzenia swoich decyzji. Sposób w jaki odreagowują swoje decyzje jest żenujący i szkodliwy, bo w tak budujemy nietylko swój wizerunek (wiecznie jęczącego nieudacznika lub szydercy), ale i obraz Polski w oczach cudzoziemców.
Tak tworzą się stereotypy, że Polak Polakowi wilkiem, podczas, gdy inne narody potrafia się zorganizować, pomagac i wspierać na obczyźnie. Ale czy tak rzeczywiście jest? Za każdym razem, gdy myslę o tych problemach, dochodzę do wniosku, że i tak wszystko zależy od konkretnych ludzi i generalizowanie jest albo krzywdzące albo tworzące nieprawdziwy ideał. Znam wiele osób, które denerwują takie stwierdzenia i których zachowanie i inicjatywy takiemu obrazowi Polaków i Polonii przeczą. Choćby nasi przyjaciele zaangażowani w tworzenie portalu Melbourne.PL, czy inni tworzący polskie szkoły, zespoły, działający przy polskich parafiach, muzycy, pisarze. A ci także mniej widoczni pomagający bezinteresownie i całkiem prywatnie nowym przyjeżdżającym dobrą radą, a często i konkretną pomocą w odebraniu z lotniska czy przyjęciu na pierwsze dni/tygodnie do swojego domu, pomocy z zorientowaniu co i gdzie trzeba załatwić.
Szkoda gadać! Tylko czasem przykro, że są ludzie, którzy muszą podbudowywać poczucie swojej wartości kosztem własnego narodu i ojczyzny albo kosztem kraju, ktory ich przyjął i z którego większość z nich nie zamierza się wyprowadzać (więc chyba im nie jest źle…) i jednocześnie ci, dla których wstydem i karą jest, że pochodzą z Polski, często kontaktów wśród Polonii szukają, czemu? Nie wiem, może czują, że są znikąd, bo ani to Polacy ani Australijczycy, a człowiek potrzebuje korzeni, potrzebuje wiedzieć kim jest i chce być z tego dumny - ale to już temat na kolejny wpis.